Sokołowskie Biografie Tom IV – Historia, której można dotknąć

Na okładce zdjęcie z lat trzydziestych – wiatrak Jana Gotowickiego, na końcu – fotografie ślubne. Te właśnie fotografie, pokazujące autentycznych Sokołowian sprzed lat, zostały umieszczone  na okładce IV Tomu, wydanego na 15 – lecie „Sokołowskich Biografii”, mówią dużo o zawartości i zachęcają do lektury.
To książka, która potrafi wciągnąć. Każdy, kto naprawę kocha Sokołów Podlaski, przeczyta ją z zainteresowaniem i prawdziwą przyjemnością. To mieszanka ludzkich dramatów; szczęśliwych momentów; wspomnień, które w sercu odcisnęły swój ślad na lata; z historią miasta w tle.

Zespół redakcyjny w składzie: Roman Domański, Krystyna Matysiak, Agata Mosiej i Wanda Wierzchowska spisał się doskonale.
Liczącą 150 stron książkę wydała Biblioteka Regionalna Sokołowskiego Towarzystwa Społeczno – Kulturalnego.
Wydawcy już na stronie tytułowej zauważają, że publikacja doszła do skutku dzięki wsparciu finansowemu burmistrza miasta Sokołowa Podlaskiego Bogusława Karakuli.

O Sokołowianach i Sokołowskich rodzinach
W pierwszej części czwartego tomu znajdziemy biografie indywidualne – ks. Jana Bujalskiego (1928 –2015), Stanisława Celińskiego (1936 – 2017), Zdzisława Jerzego Górskiego (1925 – 2016), Witolda Grądzkiego, Waldemara Iwaniaka, Wacława Kruszewskiego, Aleksandra Mackiewicza (1916 – 1982), Jerzego Maksjana (1945 – 2015), Władysława Piecyka (1941 – 2017), Czesława Sobolewskiego (1928 – 1995), Michaliny Sudarowej (1904 – 1966), doktora Henryka Trzaskowskiego.
Druga część to dzieje sokołowskich rodzin.
Sokołowscy kronikarze opisali historie rodzin: Bindasów, Dzieciątków Gotowickich i Rabków.

15 lat „Sokołowskich Biografii”
Minęło piętnaście lat od czasu, gdy światło dzienne ujrzały „Sokołowskie Biografie” – wspomina we wstępie prezes Sokołowskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Krystyna Matysiak – Zaczęło się od zbiorów starych rodzinnych fotografii, jakie mieszkańcy Sokołowa powierzyli Sokołowskiemu Towarzystwu Społeczno – Kulturalnemu, dla stworzenia w Sokołowskim Ośrodku Kultury wystaw „Sokołów lat minionych” i „Ludzie – Fakty – Obyczaje” – pisze.
Prezes STSK przypomina, że pierwszym prezentowanym zdjęciom towarzyszyły „fascynujące opowieści przechowywane w zakamarkach pamięci”.- To one zainspirowały nas do spisania i wydania „Sokołowskich Biografii”. Nie wiedzieliśmy wówczas, że oddajemy czytelnikom do rąk pierwszy tomik. Że będzie, drugi, trzeci i …czwarty – dodaje.
Pierwszy tomik był historią ludzi, którzy zapisali się w historii miasta i odcisnęli w niej trwały ślad. Autorzy opisywali nauczycieli, lekarzy, rzemieślników.
Drugi tomik, wydany w 2006 r. nieco już różnił się od pierwszego. Można było znaleźć w nim opowieści o ludziach, którzy poświęcili całe swoje życie Sokołowowi i takich, których docenił świat. W tym tomiku po raz pierwszy też sięgnęliśmy można było znaleźć sagi rodzinne.
Wydany w 2007 r. trzeci tomik zawierał tylko opowieści o rodzinach.
Od publikacji tych historii minęło 10 lat.
Wydawać by się mogło, że na dziesięć lat porzuciliśmy „Sokołowskie biografie”… Nic bardziej mylnego. Ukazywały się w każdym kolejnym numerze biuletynu Sokołowskiego Towarzystwa Społeczno – Kulturalnego „U nas na Podlasiu” w cyklu „Każde życie to historia”. Bo historie o naszym mieście, o jego ludziach i rodzinach to nasza pasja – pisze Krystyna Matysiak.
Burmistrz Bogusław Karakula dziękuje
Osobny wstęp przygotował burmistrz Sokołowa Podlaskiego Bogusław Karakula.
Sokołowskie biografie to historia „tu i teraz” tych, którzy przez wieki tworzyli współczesną rzeczywistość – podkreśla Bogusław Karakula – To wspomnienia żyjących przedstawicieli rodów udokumentowane pożółkłymi fotografiami, na których jednym mgnieniem oka utrwalono momenty z życia rodzinnego, zawodowego i społecznego, obrazy wnętrz i otoczenia, ówczesną modę i styl. Dla obecnych i przyszłych pokoleń będzie niepodważalną bibliografią i źródłem wiedzy historycznej rodzinnego miasta – pisze burmistrz.
Burmistrz szczególnie podziękował poprzedniej prezes Sokołowskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Wandzie Wierzchowskiej „za cenny, wspaniały pomysł ocalenia od zapomnienia ciekawych ludzkich historii. Historii, które pomagają nam zrozumieć dzisiejszy charakter naszego miasta”. – Dziękuję też wszystkim członkom Zespołu Redakcyjnego, za osobiste ich zaangażowanie w działalność na rzecz zgłębiania i utrwalania wiedzy o tym, co wyróżnia nas na tle innych. A są to wspaniali ludzie i ich historie – mieszkańcy Sokołowa Podlaskiego – najstarszego miasta na historycznym Podlasiu – podkreślił Bogusław Karakula.

Burmistrz podziękował też tym wszystkim, którzy dzielą się materiałami i wspomnieniami z autorami tomików.
– Cieszę się, że tradycja Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego jest kontynuowana i kolejne osoby i rody znajdą swoje miejsce na kartach IV już części „Sokołowskich Biografii”. To reprezentanci różnych zawodów, stanów i poglądów, lecz wszyscy wyróżniający się pewną wyjątkowością, wyrazistością, co sprawiło, że są lub byli znani – tłumaczy burmistrz.
Bogusław Karakula osobiście zachęca do lektury nowego tomiku: – Warto bliżej zapoznać się z biografią mieszkańców naszego Miasta a także rodzin, którzy nie tak dawno żyły wśród nas. Byli to ludzie aktywni w życiu zawodowym, społecznym i publicznym, mając tym samym realny wpływ na jego kreowanie.

Jerzy Maksjan – żyje w pamięci Sokołowian

Jeden z rozdziałów jest poświęcony człowiekowi bliskiemu burmistrzowi – jego wieloletniemu zastępcy, wiceburmistrzowi Jerzemu Maksjanowi.
Z tekstu dowiadujemy się, że Jerzy Maksjan przyjechał do Sokołowa jako dwuletnie dziecko ze swoją rodziną.
Maksjanowie przybyli do Sokołowa Podlaskiego z Międzyrzeca Podlaskiego. Ojciec Jerzego Maksjana prowadził w Sokołowie Podlaskim młyn. Upaństwowienie młyna na początku lat pięćdziesiątych zapoczątkowało problemy rodziny Maksjanów.
Mimo tych trudności, rodzina z czwórką dzieci pozostała w mieście nad Cetynia i na trwale wpisała się w środowisko Sokołowa.
W historii miasta najbardziej zapisał się właśnie Jerzy Maksjan, który pełniąc funkcję zastępcy burmistrza, angażował się w działalność społeczną, wspierał inicjatywy społeczno – kulturalne. Razem z żoną Ewą włączał się działania Sokołowskiego Towarzystwa Społeczno–Kulturalnego.
Był stałym bywalcem spotkań organizowanych w Galerii Sokołowskiego Ośrodka Kultury. Brali w nich udział „Ludzie Sokołowa”, przyjeżdżający do miasta z różnych miejsc w kraju. Wiceburmistrz chętnie grał na pianinie. Aby rozległy się dobrze znane, swojskie melodie wystarczyło, że ktoś podał mu akordeon.
Jerzy Maksjan angażował się w działalność społeczną. Robił to wspierając Radę Programową „Rocznika Historycznego”, wydawanego przez Sokołowski Ośrodek Kultury. Pomagał Uniwersytetowi Trzeciego Wieku jako prezes Klubu Seniora. Uczestniczył w działaniach Sokołowskiego Towarzystwa Społeczno–Kulturalnego.
Jerzy Maksjan był patriotą od urodzenia. Między innymi dlatego tak szybko znalazł wspólny język z Bogusławem Karakulą.
Jego patriotyczny duch dawał o sobie znać już, kiedy był studentem Politechniki Warszawskiej. W 1968 r. czynnie i otwarcie sprzeciwił się nakazom władzy ludowej. Przez to, do końca panowania totalitaryzmu komunistyczneg, był obserwowany przez UB.

W kolejce do spowiedzi
Urzekającą historię ks Jana Bujalskiego opisał ks. Dariusz Matuszyński. Szczególnie piękna jest część opisująca powrót misjonarza i duchownego do domu, czyli do Sokołowa. A brzmi tak:„W roku 2008 ks. Jan powraca „kędy domek stary” na Podlasie do parafii i domu zakonnego w Sokołowie Podlaskim. Cytując przysłowie, mawiał z humorem: „Zbrodniarz wraca na miejsce zbrodni”. lubił to miejsce i ludzi, bo przecież powołaniem do kapłaństwa i celem misji księdza jest miłość do Boga i bliźniego”.
Na pewno wielu Sokołowian wciąż pamięta kolejki, jakie ustawiały się do konfensjonału księdza. I o tym piesze autor wspomnienia: „ To właśnie do 16
jego konfesjonału ustawiały się długie kolejki dzieci, młodzieży i starszych, bo jak mawiano – jak do spowiedzi, to tylko do księdza Jana. Potrafił spowiadać 7, 8, 9 godzin w niedzielę. „W życiu trzeba mieć pasję” – mawiał – a pasją ks. Jana była praca z ludźmi oraz wyjazdy na misje”.

Horror 5 -latka

Ciekawymi wspomnieniami podzielił się W. Grądzki. Do dziś pamięta, co go spotkało, kiedy miał 5 -lat: „ Pamiętam, gdy trzymałem się spódnicy Matki, która na ręku trzymała trzymiesięcznego młodszego brata Tadeusza. Przeżywaliśmy chwile grozy, kiedy patrol niemiecki w pełnym uzbrojeniu przeszukiwał całe mieszkanie, włącznie z piwnicą i strychem. Ojciec był w tym czasie w pracy”
Kobieta -legenda
Michalina Sudarowa to legenda sokołowskich księgarzy i bohaterka jednego z rozdziałów. Jak czytamy w tomin „ Przez wiele lat potocznie mówiono, że idzie się do sklepu Sudaroweja nie do kiosku Ruchu. Z gazet, które się nie sprzedały i szły do zwrotu, moja Mama wycinała potrzebne dzieciom i młodzieży fragmenty dotyczące pisarzy, poetów, ważnych rocznic, bieżącej sytuacji i za darmo rozdawała wszystkim, którzy ich potrzebowali. Niektórzy stali klienci wypożyczali tygodniki do przeczytania, bowiem nie było ich stać na cotygodniowy wydatek na taką ilość prasy”.
Powrót po latach
W rozdziale poświęconym Henrykowi Trzaskowskiemu można znaleźć taką ciekawą historię : „W lecie 1983 roku do starego szpitala przyjechali Niemcy z lekami dla oddziału dziecięcego. Okazało się, że był to profesor socjologii Ryszard Grathof z uniwersytetu w Bielefeld z RFN. Asystentem jego był Zdzisław Krasnodębski, którego ojciec był Sokołowianinem. Ojciec prof. Grathofa w czasie wojny był kierowcą karetki sanitarnej, która transportowała rannych żołnierzy niemieckich z frontu wschodniego do szpitala wojskowego w Sokołowie. Z inicjatywy prof. Grathofa szpi- tal w Sokołowie otrzymał dużą partię leków nasercowych, którymi byli leczeni pacjenci oddziału wewnętrznego przez kilkanaście miesięcy.”
To tylko wybrane fragmenty. Wszystkie te niezwykłe, bo prawdziwe i bliskie sercu każdego Sokołowianina historie znajdziecie w Tomie IV „Sokołowskich biografii” . Nadal można go znaleźć w SOK-u, w cenie 20zł.